Monstera wraca z tarasu do domu, a co z kroplówką, która podlewała ją przez całe lato?

Marlena

Grubosz w zielonej doniczce obok dużej terakotowej donicy i czerwonej ławki na tarasie

Połowa października to ostatni dzwonek, żeby wnieść do domu monstery, filodendrony i inne rośliny tropikalne, które spędziły lato na tarasie albo balkonie. Gdy noce schodzą poniżej dziesięciu stopni, liście zaczynają cierpieć, a przymrozek potrafi w jedną noc zniszczyć efekt kilku lat uprawy. Wiele osób przy okazji przeprowadzki roślin zapomina jednak o tym, co zostaje na zewnątrz: o systemie kroplującym, który przez całe lato dbał o regularne podlewanie.

Automatyczne nawadnianie donic na tarasie to coraz częstszy widok, zwłaszcza u osób, które mają dużo roślin i wyjeżdżają latem na urlop. Taka instalacja jest prosta, ale ma elementy, które źle znoszą mróz, i takie, które trzeba co roku sprawdzić.

Jak działa kroplówka dla roślin w donicach

System kroplujący składa się z kilku części. Na początku jest źródło wody, najczęściej kran ogrodowy albo zewnętrzny punkt poboru. Za nim stoi reduktor ciśnienia i filtr, bo kroplowniki mają bardzo małe otwory i łatwo je zatkać drobinkami piasku czy osadem z rur. Dalej biegnie przewód główny, od którego odchodzą cienkie mikrorurki zakończone kroplownikami wbitymi w podłoże każdej donicy.

Całością steruje sterownik, który o ustalonej porze otwiera elektrozawór i wpuszcza wodę do instalacji. Przy większej liczbie donic, na przykład na dużym tarasie i przy rabatach w ogrodzie, instalację dzieli się na kilka sekcji, a każda ma swój elektrozawór. Dzięki temu rośliny w pełnym słońcu można podlewać dłużej, a te stojące w cieniu krócej. Monstera w donicy na zacienionej części tarasu potrzebuje znacznie mniej wody niż pelargonie na nasłonecznionej balustradzie.

Gdzie schować zawory, żeby nie psuły wyglądu ogrodu

Elektrozawory i zawory odcinające sekcje nie powinny leżeć luzem na ziemi ani wisieć na ścianie. Zwykle umieszcza się je w gruncie, w specjalnych pojemnikach z pokrywą, które chronią armaturę przed uszkodzeniem, brudem i słońcem. W sklepach ogrodowych i w katalogach hurtowni szuka się ich pod hasłem skrzynki zaworowe, a różnią się przede wszystkim wielkością, czyli liczbą zaworów, które mieszczą, oraz wytrzymałością pokrywy. Skrzynka montowana w trawniku albo przy ścieżce musi wytrzymać nadepnięcie i przejazd kosiarki, a jej pokrywa powinna dać się łatwo zdjąć bez narzędzi albo prostym kluczem.

Skrzynkę osadza się na warstwie żwiru, a nie na gołej ziemi. Żwir pozwala odpłynąć wodzie, która dostanie się do środka przy deszczu albo przy pracy zaworów, i chroni elementy przed zalaniem błotem. Pokrywę ustawia się równo z powierzchnią terenu, żeby nie wystawała i nie stała się przeszkodą. Przy tarasie, gdzie nie ma trawnika, skrzynkę można ukryć pod deską tarasową z otwieraną klapą albo za donicą, jeśli tylko zostaje wygodny dostęp.

Co zrobić z instalacją przed mrozem

Woda, która zostanie w zaworach, rurkach i kroplownikach, zamarznie i może rozsadzić elementy. Najwięcej szkód powstaje w korpusach elektrozaworów, filtrze i reduktorze, czyli w najdroższych częściach instalacji. Dlatego jesienią, zanim przyjdą przymrozki, instalację trzeba odwodnić. Kolejność jest prosta:

  1. Zamknij dopływ wody do systemu na zaworze odcinającym w domu lub przy kranie.
  2. Uruchom ręcznie każdą sekcję po kolei, żeby spuścić z niej resztę wody.
  3. Odkręć filtr, wyczyść wkład i przechowaj go w ciepłym miejscu.
  4. Zdejmij reduktor ciśnienia i sterownik bateryjny, jeśli są zamontowane na zewnątrz.
  5. Otwórz skrzynkę zaworową i sprawdź, czy w środku nie stoi woda.
  6. Przedmuchaj przewody sprężonym powietrzem, jeśli masz kompresor z regulacją ciśnienia.

Mikrorurki i kroplowniki przy donicach, które zostają na zewnątrz, warto odłączyć, przepłukać i schować do pudełka. Wiosną zaoszczędzi to szukania zatkanych kroplowników i wymieniania pękniętych łączników.

Rośliny w domu też lubią regularność

Po przeniesieniu do domu monstera trafia w zupełnie inne warunki. Światła jest mniej, powietrze z grzejników jest suche, a podłoże w donicy wysycha wolniej niż na wietrznym tarasie. Podlewa się ją więc rzadziej, ale regularnie, sprawdzając palcem wilgotność podłoża na głębokości kilku centymetrów. Nadmiar wody w podstawce trzeba wylewać, bo stojąca woda przy korzeniach to najprostsza droga do gnicia.

Osoby z dużą kolekcją roślin coraz częściej myślą o prostym systemie nawadniania również w domu, na przykład w ogrodzie zimowym albo w jasnym pomieszczeniu z dużą liczbą donic. Tam sprawdzają się raczej knoty i maty nawadniające niż kroplówka z sieci, bo ryzyko zalania podłogi w razie awarii jest zbyt duże. Jeśli jednak ogród zimowy ma posadzkę z odpływem, część rozwiązań z tarasu da się przenieść do środka.

Zmiany w instalacji lepiej zaplanować teraz

Jesienne odwodnienie to dobry moment na przegląd. Jeśli latem jedna sekcja podlewała za słabo, kroplowniki na końcu linii dostawały mniej wody albo zawór zaczął przeciekać, warto to zanotować i zaplanować poprawki na wiosnę. Materiały, takie jak zawory, rury, kształtki czy skrzynki do zabudowy w gruncie, kupuje się w hurtowniach instalacyjnych, a w oddziałach Onninen można zapytać o dobór elementów do konkretnego ciśnienia i liczby sekcji.

Dobrze zabezpieczona na zimę instalacja kroplująca wiosną wymaga tylko podłączenia i krótkiej próby, a monstera, która wróci na taras w maju, od pierwszego dnia będzie miała zapewnioną wodę. Parametry zaworów i skrzynek do nawadniania sprawdzisz na www.onninen.pl

Jak dobrze znasz monstery? 🌱

Rozwiąż quiz i sprawdź, czy rozpoznasz wszystkie gatunki!

Rozwiąż Quiz!

Dodaj komentarz